sobota, 3 października 2015

Rozdział 7 ~Baby's Breath




*ROZDZIAŁ 7


- Słyszałeś? Park Chanyeol… jest przyrodnim bratem Byun Baekhyuna.

- Ten nowy debil w klasie ze specjalnym nauczaniem?

- Właśnie ten. Jeżeli są spokrewnieni, czy to nie oznacza, że Baekhyun też jest upośledzony umysłowo?

- Ej – Jongin uśmiechnął się od ucha do ucha – Jak mogą być spokrewnieni podczas gdy stopnie Baekhyuna mieszczą się w szkolnej Top Piątce? Chanyeol nie umie nawet policzyć do pięciu.

Baekhyun udawał, że nie słyszy o czym plotkują jego koledzy oddaleni zaledwie kilka stóp od niego, założył ręce za głowę. Nawet jeżeli drażniło i frustrowało go, że jego przyjaciele łącznie rozprzestrzeniają pogłoski, to nie mógł nic zrobić. Naprawdę nie chciał. To nie było tak, że Chanyeol mógł zrozumieć, o czym oni rozmawiają, więc czemu miałoby to dotyczyć jego? Jego koledzy po tym nie byli jego celem, wiedział, że po jakimś czasie ta gorąca i modna plotka dnia w końcu straci swój ciekawy czynnik i każdy popadnie w przesadę oraz zacznie komentować inny temat.

Kiedy powoli podniósł głowę i ziewnął, jak leniwy kot, który dopiero co obudził się ze swojej drzemki, plotki rozproszyły się, a koledzy z drużyny wrócili do kłócenia się między sobą. W przeważającej części dzień nie różnił się niczym od każdego innego dnia, z wyjątkiem łagodnego olbrzyma siedzącego teraz dwa miejsca przed nim.

Gdziekolwiek nie poszedł, Chanyeol jako wysoki chłopak pasował jak wół do karety[1]. Nawet jego mundurek musiał zostać dostosowany,  żeby pasować na jego nienaturalnie długie kończyny. Co ciekawe, Baekhyun zajrzał przez ramię Chanyeola i znalazł chłopaka ćwiczącego zdania w swoim zeszycie, jak zawsze. Były trzy, perfekcyjnie zaostrzone ołówki tuż obok zeszytu Chanyeola, a gdy kolega awanturnik wpadł na biurko i zepchnął jeden, Chanyeol podniósł go z powrotem i wyrównał je w prostym rzędzie.

- Chanyeol, mogę pożyczyć ołówek? – dziewczyna zapytała go ze sztucznym uśmiechem, Chanyeol był bardziej niż szczęśliwy, gdy pożyczał jej jeden z wolnych ołówków ze szczerym uśmiechem.

- Chanyeol, mogę też pożyczyć jeden? – zapytała inna dziewczyna. Pozostali za nią zachichotali.
Baekhyun uniósł brwi, gdy Chanyeol dał jej drugi.

- Też zapomniałem mojego z domu, Chanyeol, możesz mi pożyczyć jeden? – tym razem zapytał Jongdae, reagując rześkim ,,dzięki, stary!”, gdy Chanyeol dawał mu ostatni z jego wolnych ołówków.

- Ej, Chanyeol, jesteśmy przyjaciółmi, co oznacza ołówek między nami, prawda? – Jongin się zaśmiał – Mogę wziąć ten? – zabrał ostatni ołówek Chanyeola prosto z jego ręki, ku jego zdziwieniu, Chanyeol skinął głową z nerwowym uśmiechem.

- O-Okej… - Chanyeol się uśmiechnął, pocierając swoje puste dłonie – Wy… Wy możecie je pożyczyć, ponieważ jesteście moimi przyjaciółmi. – Bez względu na to jak promiennie to powiedział, nie było żadnych wątpliwości, że jest tak zdenerwowany na jakiego wyglądał, jego lepkie ręce tarły spodnie jak dziecko radzące sobie bez ochronnego koca. Jego prawe oko drgało co dwie sekundy.

Baekhyun nie mógł uwierzyć, Chanyeol właśnie rozdawał swoje przybory do pisania jak drobne prezenty podczas przyjęcia[2], nawet gdy było oczywiste, że koledzy z klasy mają piórniki i nie mieli potrzeby używania tych Chanyeola. – Będę w toalecie – wymamrotał, popychając lekko Jongina, uderzając w jego ramię troszkę zbyt mocno, żeby uznać to za nieostrożny wypadek.





Na szczęście po drugim dzwonku jego koledzy przenieśli rozmowę na temat sezonu piłkarskiego i meczu z przeciwną drużyną z Kyeongkido. Najwyraźniej wszyscy będę w nim uczestniczyć, nawet studenci spoza tego obszaru. Dlaczego? Sezonowe mecze były jak Igrzyska Olimpijskie dla dzieciaków z wiejskich dzielnic, a także darmowe spędzenie bezstresowego wieczoru. Zamiast rozwiązywać zadania matematyczne i mieć nadzieję, że będą mieli większe szanse na świetne poradzenie sobie na egzaminach wstępnych, woleli obserwować grę i zapominać o nauce.

To była sytuacja, w której obie strony wygrywały, z wyjątkiem Baekhyuna.

Nie był w najlepszej kondycji do treningów przed meczem i wywierano na nim znacznie większą presję, ponieważ był jednym z napastników. Nadchodzący mecz sezonu był dla Baekhyuna koszmarem, ale było tak tylko dlatego, że nie grał do woli przez dłuższy czas. Zaczął się zastanawiać jak to było, gdy miał ochotę i cieszył się z gry jako hobby, a nie zawodu sportowego.

Baekhyun westchnął i oparł głowę o ścianę znajdującą się zaraz obok niego, by zagłuszyć głośne myśli przedostające się przez jedno ucho i wychodzące przez drugie zanim zadzwoni dzwonek. To nie tak, że wszyscy się natychmiast uspokoili, ale gdy ich wychowawca wszedł do klasy z dwójką, nieznanych im, chłopców za sobą to w całej klasie zapanowała martwa cisza.

Nowi studenci wyglądali groźnie jak najlepsi. Mimo, że mieli na sobie te same mundurki, ich strój formalny wyglądał jak ze scenerii przestępczości zorganizowanej; w skrócie, ich pierwsze wrażenie wyrażało kłopoty. Ten po prawej był niezwykle wysoki, z grubymi, charyzmatycznymi brwiami i płonącym spojrzeniem. Baekhyun nie mógł uwierzyć, że byli w jego wieku. Ten po lewej jednak był niższy i wyglądał bardziej egzotycznie niż strasznie. Niższy miał coś w wizażu, co przypominało Baekhyunowi kota… nie coś małego i nieszkodliwego jak kot domowy, ale eleganckie jak pantera.

- Klasa 3-1. Ci dwaj będą waszymi nowymi kolegami przez miesiąc. Przebyli długą drogę z Pekinu, więc należy im się ciepłe powitanie. – wyjaśnił nauczyciel.

Wyższy po prawo podniósł dwa palce, by przerwać nauczycielowi. Mówił po angielsku. – Vancouver, prawdę mówiąc.

- Ah, tak, Vancouver. Przepraszam za to. Klaso, to jest Huang Zitao. Przyjaciel z Vancouver to Wu Yifan.

- Kris. – Yifan ponownie go poprawił.

Zitao spojrzał na drugiego z wymiany studenckiej i prychnął.

Vancouver, czy Pekin, Baekhyuna to nie obchodziło. Nie chciał polubić ich złych stron, ponieważ wiedział (albo myślał, że wie) jak dobrze Chińczycy zostali wyszkoleni w sztukach walki (oczywiście naoglądał się zbyt wielu filmów kungfu).

Huang Zitao zajął puste miejsce za nim, a Wu Yifan w poprzek pomieszczenia pomiędzy Jonginem i Sehunem. W porównaniu do chłopaka z Vancouver, Jongin i Sehun wyglądali jak gnomy; przynajmniej z jego punktu widzenia. Pochylił się leniwie i ponownie skrzyżował ręce na biurku, ale tym razem było mu daleko do senności. Jak mógłby zasnąć, podczas gdy nowy dzieciak wywiercał otwór w tylnej części czaszki?





Baekhyun po godzinie wychowawczej nie widział Chanyeola przez cały dzień. To było normalne, ale Baekhyun oczekiwał, że może zobaczy go na korytarzu… a może w kawiarni, po prostu na chwilę na niego spojrzeć, ponieważ to było dziwne nie mieć go blisko. Ale kiedy uświadomił sobie, że to o prostu niepotrzebna przylepa, wytrząsał myśli z głowy i od razu poszedł na trening piłki nożnej.

W połowie do ich pierwszej przerwy, Jongin podbiegł do niego i położył mu rękę na ramieniu. Baekhyun miał przeczucie o czym miał zamiar porozmawiać.

- Ej, przepraszam za wcześniej – powiedział, Baekhyun strzepnął jego rękę ze swojego ramienia i pokręcił nonszalancko głową.

- Nie przepraszaj mnie; przeproś Chanyeola – czuł, że nie ma prawa mówić czegokolwiek o tej sprawie, ponieważ miał więcej niż jeden powód by błagać Chanyeola o przebaczenie, więc podniósł pokrytą błotem piłkę i schował ją pod ramię, zostawiając Jongina z gęstym napięciem, jak nigdy, między nimi.

Ku jego zaskoczeniu (i przerażeniu) Chanyeol nie przyszedł oglądać.





Wręcz nieznajomy Chanyeol w drodze ze szkoły do domu nie powiedział do niego słowa, ani gdy jedli razem kolację. To było niezręczne, zabieranie kiełek i plasterków SPAM[3] z tego samego talerza, bez jakiejkolwiek rozmowy, ponieważ Baekhyun spodziewał się, że Chanyeol zacznie rozmowę o swoim pierwszym dniu. Gdy drugi chłopak był tak poważny jak nigdy, nie naciskał dalej i posprzątał stół po tym jak skończyli.

To było wtedy, gdy zwinęli się w swoich łóżkach, a Baekhyun przysunął się bliżej do ściany cienkiej jak papier, która oddzielała jego pokój z pokojem Chanyeola. Gdy nachylił się naprawdę blisko, mógł niemal usłyszeć delikatny oddech Chanyeola tuż po drugiej stronie. Zapukał knykciami w delikatna i kruchą powierzchnię. – Ej… Chanyeol… śpisz?

Pojawił się stłumiony odgłos na drugim końcu.

- Wiesz, powiedzieli, że możesz nadal chodzić do szkoły jeżeli będziesz miał dobre oceny. Lubisz szkołę, prawda? – pomyślał, że to nieszkodliwe, gdy powie jedno białe kłamstwo w nadziei, że komisja edukacji zobaczy potencjał Chanyeola i pozwoli mu w tym uczestniczyć nieco dłużej. Otulił się kocem ciasno pod brodą i westchnął, odwracając się w stronę sufitu. Świecące w ciemności naklejki w kształcie gwiazdek nadal się jarzyły, co było dziwne, bo kupił je bardzo tanio.

Wpatrywał się w kolekcję gwiazd z tworzywa sztucznego, niektóre małe i inne większe. Przykleił największą dokładnie na środku, gdzie mógł ją widzieć co noc oraz te mniejsze skupione wokół niej, albo ułożone w konstelacje, które niejasno pamiętał. Wtedy dostrzegł najjaśniejszą gwiazdę, najmniejszą w rogu. Baekhyun musiał pochylić głowę lekko do góry by móc ją dostrzec, ale to było tam, świeciła jaśniej niż inne mimo, że znajdowała się w najciemniejszym kącie.

Tą gwiazdą był Chanyeol, wyrzucony z plejady gwiazd, które nie były jaśniejsze niż on.

One były jasne, ale Chanyeol był jaśniejszy.

- Wiesz… - urwał, wciąż wpatrując się w grono gwiazd na swoim suficie – Kiedy te dzieciaki cię nękają… to nie są twoimi przyjaciółmi, Chanyeol. Możesz powiedzieć nie. Będą cię nadal niepokoić, jeżeli będziesz ciągle dla nich miły. – To prawda, że było to żałosne, iż nie miał odwagi stanąć za Chanyeolem przeciwko swoim przyjaciołom, ale przynajmniej chciał, żeby jego przyrodni brat wiedział, że nie stoi za tymi ludźmi. Ostatecznie mili faceci kończą jako ostatni. Przynajmniej… w liceum.

Przestał mówić, gdy zdał sobie sprawę, że był jedynym, który brał udział w konwersacji, mówiąc różne rzeczy do ściany. Zapukał ponownie, cicho, w razie gdyby Chanyeol zasnął.

- Nnnh…

- Chanyeol, wszystko w porządku?

- Ghh…

Baekhyun odsunął kołdrę i żywiołowo poszedł do pokoju Chanyeola jakby jego stopy były w ogniu. Ledwo przedarł się przez drzwi i znalazł Chanyeola jako pocącą się kulę[4] pod kołdrą, był blady na twarzy i miał wilgotną skórę z zimna. W panice Baekhyun przycisnął dłoń do czoła Chanyeola. Był rozpalony. Dźwięki jak u umierającego wydawane przez Chanyeola upewniły go, że powinien wezwać pomoc, więc Baekhyun sięgnął do najbliższego telefonu i kciukiem wystukał trzy cyfry.

- Halo? Potrzebuję tutaj natychmiast karetki. Proszę, przyjedźcie szybko. Proszę.

Trzymał ciasno dłoń Chanyeola.

- Wytrzymaj, Chanyeol. Wytrzymaj.


[1] Stick out like a sore thumb (tłumaczenie dosłowne: sterczeć jak bolący kciuk) – nie pasować w ogóle
[2] Party favors (w innych państwach jest zwyczaj rozdawania dzieciakom drobnych upominków podczas przyjęcia)
[3] Chodzi o nazwę szynki konserwowej.
[4] Sweat bullets (tyrać jak wół) – niestety to wyrażenie tutaj nie pasuje, więc po prostu przetłumaczyłam dosłownie

__________________________________________________________________

Yaaay~
Szczęśliwa siódemka za nami!

sobota, 26 września 2015

Rozdział 6 ~Baby's Breath




*ROZDZIAŁ 6


- T-tak, rozumiem. Będę tam wkrótce, sir.

Po zakończeniu rozmowy przycisnął telefon do klatki piersiowej i w powolnym tempie zaczął uspokajać walące serce i ciężki oddech. Nadal był oszołomiony i cały zdrętwiały, pomyślał, że jeżeli wstałby zbyt szybko to mógłby zwymiotować.

Przez długi czas Baekhyun siedział obok zmiętych kartonów i pojemników do recyklingu wyłączonych, ale wspomnianych. Jego wspomnienia z dzieciństwa były zamknięte szczelnie w jakimś głębokim zakątku jego umysłu i nie ważne jak długo i intensywnie myślał o tym dlaczego pchnął Chanyeola , albo kiedy to się stało – nic się nie pojawiało. Żadnej wzmianki, myśli, albo części głęboko osadzonej traumy. Być może to było dla niego tak traumatyczne jako dzieciaka, że po prostu wszystko zapomniał, wyczyścił swoją pamięć i dorastając zapomniał o chłopcu, któremu zniszczył życie.

Nie był pewny, czy się podniesie, albo zaakceptuje siebie po usłyszeniu tak bolesnej prawdy od swojej matki. Mogła mu powiedzieć, że to był wypadek, że Chanyeol szedł po środku ulicy o własnych nogach, żeby on nie czuł się winny. Wtedy zdał sobie sprawę, że prawda była ukrywana wystarczająco długo, przez wiele lat. Może pomyślała, że już najwyższy czas, żeby się o tym dowiedział, bo był na tyle dojrzały, aby wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.

Ale, czy był gotowy? Czy był gotowy do stawienia czoła Chanyeolowi i przyznania się wewnętrznie, że był odpowiedzialny… za zrobienie Chanyeola takim, jaki jest?

Powoli podniósł się na nogi i ruszył w stronę posterunku policji, recytując co powie Chanyeolowi, żeby naprawić to co sam zepsuł. Ostatecznie nie wiedział, co powiedzieć. Stwierdził ostro, że nie powinien iść na posterunek. Lepiej się stało, że Chanyeol został zatrzymany niż wędrował przed siebie zagubiony i zdezorientowany. Na samą myśl o ignorowanym Chanyeolu przez mijających go przechodniów i chłodnych nieznajomych, którzy byli jak on, łzy ponownie napłynęły mu do oczu.





Ku zaskoczeniu Baekhyuna, na posterunku było cicho i przytulnie. Pierwszy raz wszedł na posterunek, od zawsze myślał, że przypuszczalnie tutaj przestępcy są wtrącani. Było kilka biurek przy których oficerowie odbierali telefony, wyglądali na zajętych. Baekhyun nie mógł znaleźć sobie miejsca, gdzie mógłby się wpasować, jedynie w kącie pomieszczenia. Wtedy zobaczył Chnayeola siedzącego na ławce, przykutego kajdankami jedną ręką do poręczy obok niego. To był żałosny widok. Baekhyun niemal chciał nakrzyczeć na funkcjonariuszy za zakucie go w kajdany, podczas gdy Chanyeol był najbardziej nieszkodliwą osobą jaką znał. Park Chanyeol był typem, który płacze, gdy więdną kwiaty. Więc Baekhyun wątpił, że popełnił jakieś poważne przestępstwo zagrażające karą.

Nie odezwał się do Chanyeola (nie był jeszcze do tego przygotowany emocjonalnie) i poszedł do recepcji, gdzie ostrożnie zwrócił na siebie uwagę oficera szkoleniowego. Na jego identyfikatorze było napisane ,,Do Kyungsoo”; wyglądał młodo, mniej więcej na dwadzieścia lat, miał duże, paciorkowate oczy. Jego uśmiech sprawił, że Baekhyun na chwilę poczuł się swobodnie.

- Ah… Nazywam się Byun Baekhyun. Przyjechałem po Park Chanyeola?

- Jego brat?

- Przyrodni brat – Baekhyun go poprawił, podając mu swój dowód potwierdzający jego tożsamość. Nie mógł pomóc, ale czuł zniecierpliwienie, zerknął na Chanyeola w rogu pomieszczenia i zastanawiał się dlaczego tak wesoły chłopak wygląda na tak przygnębionego i słabego.

- Racja, przyrodni brat. Wybacz – oficer odpowiedział, wypełniając jakieś formalności i popychając resztę papierów w stronę Baekhyuna wraz z długopisem – Musisz podpisać tylko tutaj, tutaj, i tutaj, wtedy jesteście wolni.

To wszystko? Patrzył na papiery nieco dłużej, czytając warunki i objaśnienia. Było zbyt wiele informacji, żeby mógł je przeczytać , więc po prostu upchnął kopie w kieszeni i podpisał w wyznaczonych miejscach. Tylko kawałek informacji był godny uwagi, przeczytał przelotnie o wzmiance dotyczącej umysłowo upośledzonych, która dotyczyła pewnych opłat rozliczeniowych przez rodzica lub opiekuna prawnego.

Reszta brzmiała zbyt skomplikowanie, żeby mógł to zrozumieć.

- Przepraszam, oficerze – zapytał cicho – Co dokładnie Chanyeol zrobił?

- Ukradł gorące ciasto z wagonu z przekąskami przy tej ulicy i oddał je po pół godziny. Wygląda na to, że wziął je prosto z grilla, więc jego palce są troszkę poparzone. Udzieliliśmy mu pomocy medycznej, więc powinno być w porządku. – Kyungsoo powiedział spokojnie – Według prawa federalnego jest to nałożone kaucją i konsekwencjami, które stosujemy… ale myślę, że on teraz bardzo żałuje.

- Om… uh… dziękuję. – Baekhyun uśmiechnął się, poszedł za Kyungsoo, który uwolnił od kajdanek nadgarstek Chanyeola.

Tak szybko jak został uwolniony, Chanyeol podniósł głowę i popatrzył na Baekhyuna jak skarcony szczeniak. Jednak był jeszcze uśmiech, który nie został jeszcze ugaszony, jak resztka żaru świecąca jasno wśród popiołu i gruzu.

Baekhyun odwrócił wzrok, nie mógł przekazać swoich emocji poprawnie, ponieważ był bardziej uparty niż przypuszczał.

- Idiota.





 - Tak, mamo. Jest bezpieczny. Nie martw się o to i dojedź bezpiecznie do pracy.

Wsunął telefon do kieszeni i odwrócił się do Chanyeola po jego prawej stronie, który szczęśliwy mlaskał jedząc gorące ciasto, które Baekhyun kupił mu w drodze do domu. Jego wzrok padł na imienną tabliczkę Chanyeola na mundurku i przypomniał sobie co powiedziała jego mama, o tym, że Chanyeol chciał zostać nauczycielem. Los był zbyt okrutny, żeby mógł nim zostać, Chanyeol nie mógł być nawet studentem ze swoim identyfikatorem.

- Dlaczego to ukradłeś, ty idioto? – wymamrotał, próbując grać chłodnego jak zawsze – Mogłeś po prostu przyjść do domu i zjeść cokolwiek.

Chanyeol zatrzymał swoje głośne żucie. – Baekhyun nie chce, żeby Chanyeol wracał do domu.

- Więc, nie myślę tak na serio, ty idio… - urwał, potrząsając głową – Nie miałem tego na myśli. Więc nie uciekaj nigdy więcej, bo wyciąganie cię z kłopotów boli, dobrze?

Chanyeol skinął głową z lekkim, zrozumiałym uśmiechem, decydując się złapać jak najwięcej szczęścia za jednym razem, pytając – Baekhyun, mogę z tobą spać?

- Nie.





- Czy to boli? – Baekhyun wymamrotał, przycinając końcówki bandaża tuż po podwiązaniu ich w małe łuki na dwóch palcach Chanyeola. Różowy obszar był od lekkiego poparzenia, więc po prostu zastosował jakiś krem chłodzący i owinął to w gazę i bandaż, więc zapalenie powinno zostać zduszone.

Wyższy chłopak skinął głową i spojrzał na starannie owinięte bandaże wokół jego palców.

- Miałeś dużo odwagi biorąc rzeczy prosto z grilla jak wtedy. – Baekhyun westchnął, podnosząc się by odłożyć apteczkę z powrotem na górną półkę, skąd ją wcześniej zabrał (z podnóżkiem, ale to nie było najważniejsze). Zmagał się stojąc na palcach przez dłuższy żenujący czas, dopóki Chanyeol zaczął napierać na jego plecy i popychać zestawu na jego prawidłowe miejsce. Czubki uszu Baekhyuna były czerwone, gdy Chanyeol się odsunął.





Od momentu kiedy oparzenia Chanyeola zostały opatrzone, Baekhyun zamknął się w swoim pokoju, aby skończyć swoje zaległe prace domowe. Pomogło mu to odciągnąć na chwilę umysł od pewnych rzeczy, ponieważ cały jego dzień obracał się wokół Chanyeola i niemal zaczął zwracać uwagę na jego szkolne i społeczne życie.

Przewrócił na stronę sześćdziesiąt dwa swojego podręcznika do matematyki i znalazł tam notatkę Chanyeola zostawioną i zaklinowaną pod jego drzwiami. Nie miał serca jej wywalić, więc zamiast tego trzymał ją w jednej z szuflad.

- Baekhyun?

Baekhyun odwrócił się na swoim krześle obrotowym, by znaleźć w drzwiach Chanyeola, trzymał w ręce coś co wyglądało jak puszka z bukietem małych białych kwiatów wyrastających z wilgotnej gleby i wypełnionych u góry. Chanyeol ustawił kwiaty na biurku Baekhyuna, uśmiechając się od ucha do ucha – Łyszczec[1].
Moje ulubione kwiaty. Możesz je zatrzymać.

Baekhyun obrócił puszkę dookoła, troszkę go to rozbawiło, że etykietka kiełbasy wiedeńskiej nadal na niej była. Białe kwiaty były małe i skupione w małych kiściach. Z pewnością nie były to najestetyczniejsze kwiaty na ziemi, ale czyste myśli Chanyeola sprawiały, że wyglądały piękniej niż róże, goździki czy lilie. Bez nich, jakie swoje piękno posiada każdy inny kwiat?

- Dziękuję, Chanyeol… - powiedział z lekkim, nieśmiałym uśmiechem.


Łyszczec tej nocy pozostał na parapecie przy łóżku,
I tylko Baekhyun miał przyjemne sny.





- Chanyeol, to twoje. – Baekhyun popchnął pudełko z bento w stronę Chanyeola, mały woreczek z oznaczeniem ,,Byun Baekhyun”. To było pudełko na bento, którego używał do pakowania lunchu kiedy był mniejszy. I to nie było w kształcie tacy, albo czegoś innego co mogło się niezdarnie wylać z podstawki.

Wzrok Chanyeola stał się unikalnie błyszczący po wręczeniu mu specjalnie zapakowanego lunchu, zarzucił swoją torbę na ramię i skinął na swojego przyrodniego brata, który tam stał ubrany już w swój świeżo wyprany mundurek.

- Co tak stoisz, Park Chanyeol? – uśmiechnął się delikatnie – Chodźmy do szkoły.


[1] Baby’s Breath


_____________________________________________________

Przepraszam za dosyć długą przerwę, ale potrzebowałam chwili na ułożenie swoich prywatnych spraw. Mam nadzieję, że nie opuściliście mnie jeszcze. ;_;
Na zachętę dla tych, co wytrwali: Wracam do normalnego trybu tłumaczenia (czyli rozdziały częściej niż co dwa miesiące). :3
Pozdrawiam i całuję!

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 5 ~Baby's Breath



*ROZDZIAŁ 5


Baekhyun leżał na łóżku z poduszką pod czaszką i jeszcze jedną między jego nogami. Po raz pierwszy w jego życiu w domu panowała grobowa cisza, co było dziwne dla Baekhyuna, który przyzwyczaił się do ckliwych dram puszczanych w sąsiednim pokoju, cholernych dialogów przez ściany cienkie jak papier. Nie było wypadków i przypadkowo rozbijanego szkła, ani sąsiadów walących w ich drzwi, ponieważ Chanyeol robi zbyt dużo hałasu. Było po prostu cicho. Nie rozumiał poczucia samotności, aż do teraz.

To nie tak, że martwił się o Chanyeola. Baekhyun przekonywał się, że nie obeszłoby go ani trochę, gdyby Chanyeol udał się w jednostronną podróż na drugi świat, ponieważ krzyczałby tylko niech spoczywa w pokoju! jego irytujący przyrodni brat. Rzucił się na bok i przerzucił kolejną stronę mangi, ramki i słowa były nieczytelne i rozmyte w jego głowie. Nie, to nie tak, że on go obchodził, Chanyeol pewnie spał gdzieś na jakiejś ławce i wyglądał jak kompletny idiota w oczach nieznajomych przechodniów. Zasłużył na to za to jak sprawił, że jego życie stało się całkowicie nieszczęśliwe.

Ponownie odwrócił się na drugą stronę i odpływał myślami, gdy usłyszał swoją mamę w frontowych drzwiach wracającą po długiej zmianie, spodziewającą się zobaczyć Chanyeola jako pierwszego po powrocie. Zamiast nadpobudliwego pasierba witającego ją w domu, wsunęła głowę do pokoju Baekhyuna i patrzyła jak jej własny syn leży na łóżku.

- Skarbie, gdzie jest Chanyeol?

Baekhyun wzruszył ramionami.

Położyła torebkę na jego biurku i usiadła na krześle twarzą do niego. – Baekhyun – zapytała ponownie, tym razem bez upiększenia – Gdzie jest Chanyeol?

- Nie wiem – warknął w odpowiedzi – Powiedziałem mu, żeby się zgubił, więc prawdopodobnie jest gdzieś zagubiony.

- Baekhyun!

- Co! – warknął, usiadł i sztyletował wzrokiem matkę. Na szczycie z frustracją z powodu Chanyeola, był też zły na matkę za to, że zawsze bierze stronę Chanyeola i niańczy go, nawet jeżeli to właśnie on był adoptowany i przyjęty do rodziny. Nigdy nie dbała o to, co chciał Baekhyun, nawet jeden raz, ani nie proponowała mu kupna nowych butów, albo innych rzeczy. Chanyeol dostawał wszystko, tylko dlatego że był głupszy i miał specjalne potrzeby. – Nigdy nie myślisz o tym, czego ja potrzebuję, mamo! Zawsze o niego dbasz, kiedy ja ciebie też potrzebuję! Po tym jak tata odszedł… - krztusił się na myśl o swoim ojcu, którego kochał i szanował jak nikogo innego.

Jego ojciec był entuzjastą sportowym jak on i nauczył grać Baekhyuna w piłkę nożną, gdy był młodszy. Baekhyun był oczkiem w głowie swoich rodziców; idealny syn, który nie może zrobić nic złego. Był tak naiwny, by myśleć, że jest idealny, a oni pozostaną razem na zawsze w ich życiu w kokonie. Gdy gospodarka się załamała i ich rodzinny interes popadł w ruinę, dla ojca Baekhyuna był to ogromny cios i wszedł na drogę alkoholizmu. Gdy stał się innym człowiekiem, potworem, rodzice Baekhyuna się rozwiedli.

- Baekhyun… skarbie. – namawiała go, biorąc jedną z jego drżących dłoni w swoje – Chaqnyeol jest bardzo… bardzo dla mnie ważny, kochanie. – Na chwilę przestała mówić, przez długi czas patrzyła w dół, dopóki Baekhyun nie poczuł jej ciepłych łez na wierzchu swojej dłoni.

- Kiedy twój tata… zaczął pić i mnie bić… pojawił się pewien samotny ojciec, który wyciągnął do mnie rękę. Tą osobą był ojciec Chanyeola. Matka Chanyeola zostawiła go kiedy mały się tylko urodził. – położyła sobie torebkę na kolanach i wyciągnęła z niej małą, różową broszurkę zdjęć. Na wszystkich tych zdjęciach był Chanyeol jako dziecko, choć niektóre z nich pochodziły z jego dni z podstawówki, które przedstawiały go budującego drewniane samochody i rysującego. Wyglądał jak normalny dzieciak. – Ty i Chanyeol przyzwyczajeni byliście do bawienia się razem, gdy byliście dziećmi. Ty chciałeś zostać piłkarzem, a on… chciał zostać nauczycielem.

- Nie był… - Baekhyun pociągnął nosem – Nie był wtedy głupi? – nieważne jak bardzo próbował sobie przypomnieć Park Chanyeola z przeszłości, nie mógł. Ponownie próbował, ale nie pamiętał nic z czasów, kiedy miał tylko pięć, czy sześć lat.

Jego matka powoli pokręciła głową ze słabym uśmiechem. – Pewnego dnia wasza dwójka bawiła się na zewnątrz… i… - zatrzymała się – ty… wypchnąłeś go przed samochód.

W tym przełomowym momencie świat Baekhyuna nagle stał się zielony, a jego ręce były spoconymi, pięściami. Poczuł jak jego klatka piersiowa drętwieje, jego płuca zapomniały jak się oddycha tlenem… i po prostu czuł jakby został dźgnięty nożem bolesnej prawdy. – M-Mamo… co masz na myśli, ja… ja nie pamiętam… nie żartuj w ten sposób… - zaśmiał się nerwowo – on.. on był głupi od początku, prawda? Mamo, powiedz mi, że mu tego nie zrobiłem!

- To był wypadek, skarbie, nie wiedziałeś… byłeś młody…

Patrzyła na syna błyszczącymi, smutnymi oczami (najsmutniejsze jakie ktokolwiek może mieć) i spuściła wzrok na kolana, powoli gładząc kciukiem zdjęcie Chanyeola. – Ojciec Chanyeola nie naciskał na żadne opłat, sam je poniósł na własną rękę, dopóki nie przyszedł do mnie lata później z prośbą o daniu Chanyeolowi rodziny, b-brata, który będzie go kochał… matki, która będzie gotowała mu codziennie śniadanie i wysyłała go do szkoły – zaszlochała. – Biedny Chanyeol nie wie, że jego ojciec odebrał sobie życie kilka miesięcy temu…

Baekhyun patrzył na ręce matki splecione na jego dłoni, ściskała go mocno, gdy ciepłe łzy spływały po jej policzkach.

To wszystko moja wina.

- I-idę odetchnąć świeżym powietrzem – powiedział drżącym, łamiącym się głosem i przepchnął się obok niej, ponieważ naprawdę czuł, że potrzebuje świeżej dawki tlenu zanim jego płuca ulegną samodzielnemu spaleniu się. Jego świat zaczął się szaleńczo obracać, co utrudniło Baekhyunowi przejście kilku kroków na zewnątrz domu. W końcu oparł się o ceglaną ścianę najbliżej niego i zsunął się na podłogę, ręce zaciśnięte w pięści przycisnął do swoich zamkniętych powiek. Było mu cholernie przykro za wszystko, co kiedykolwiek powiedział Chanyeolowi, ponieważ to zawsze była jego wina.

Jak mógłby teraz popatrzeć w twarz Chanyeola bez poczucia, że jego serce jest jak kotwicą opadająca na dno?

Łkał tak głośno, że wibracje w jego kieszeni były niedosłyszalne i niewyczuwalne przez pierwsze kilka sygnałów. Następnie drżącymi dłońmi odebrał telefon, próbując zablokować swój szloch, nie udało się, więc teraz po prostu ryczał.


- Pan Byun Baekhyun? Z tej strony lokalny komisariat policji. Musi pan się zjawić tutaj natychmiast w sprawie pana Park Chanyeola odbywającego przesłuchanie. Zdaje się, że pański numer był jedynym kontaktem jaki pamiętał.

___________________________________________

Jest i kolejny rozdział!
Jak zwykle mam wiele wątpliwości.
Nie jestem tak wprawiona w tłumaczeniu jakbym chciała, ale mam nadzieję, że treść jest zrozumiała i już zdążyliście polubić ten, łamiący serce, fanfiction :3
Hwaiting!
Dziękuję za wszystkie komentarze. Jesteście wspaniałe. Miło jest wiedzieć, że dla kogoś jest sens tłumaczyć dalej.

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 4 ~Baby's Breath



*ROZDZIAŁ 4


- Byun Baekhyun, wstawaj! Spóźnisz się do szkoły!

Baekhyun zaciągnął prześcieradło na głowę i jęknął, owijając się w przytulne burrito, przez co mama nie mogła zerwać z niego koca. Półprzytomny wychylił głowę zza prześcieradła i spojrzał na elektroniczny zegarek stojący na szafce nocnej, zielone światło migotało szóstą rano.
-Maaamoooo – jęknął – wciąż mam godzinę na spanie!

Upór był cechą dziedziczną, więc mama Baekhyuna nie była w nastroju do podejmowania dyskusji tak wczesnym rankiem. W przypadku gdyby Baekhyun prosił się o przemoc domową, jego matka zwracała się ku niemu i popychała go do toalety z mundurkiem i kilkoma ręcznikami. Baekhyun, nadal na wpół śnie, mamrotał niezrozumiale i wszedł do wanny, żeby wziąć poranny prysznic. 
Pamiętając tylko, że zostawił tutaj obsikane spodenki Chanyeola poprzedniego ranka. Piżamowy odór uderzył w nozdrza i natychmiast się rozbudził, jakby został uderzony w głowę bez ostrzeżenia i w ogóle.

Odrzucił obsikane spodenki, wziął prysznic w złym nastroju i wyszedł z toalety ubrany w mundurek przylegający do skóry. Chanyeol był tuż przy drzwiach, gdy wychodził. Ubrany w znajomy mundurek, który…

- Mamo, czy Chanyeol ubrał mój zapasowy mundurek?! – wydarł się wystarczająco głośno, żeby jego mama to usłyszała, gdziekolwiek była.

Chanyeol odpowiedział mu kręcąc głową, znowu z tym swoim głupkowatym uśmiechem, wskazując na plakietkę na jego mundurku, która nie miała na sobie jeszcze wygrawerowanego imienia. Miał także sportowy plecak drogiej marki, który Baekhyun chciał od pierwszej klasy szkoły średniej.

- Nie, kochanie – jego matka w końcu przyszła, chowała jakieś dokumenty pod pachą i gładząc tył głowy Chanyeola. – Chanyeol idzie z tobą do szkoły. Jest wychowankiem twojej klasy, zaaranżowałam to z dyrektorem.

- Czekaj, co? Mamo! – Baekhyun jęknął. – Moi przyjaciele będą się ze mnie śmiali, jeżeli on tam będzie!

- Baekhyun. – skarciła go surowym spojrzeniem, pod którym Baekhyun poczuł się mały i od razu zrozumiał, że musi zaakceptować taki stan rzeczy. Chanyeol idzie z nim do szkoły i nie mógł nic na to poradzić. Spoglądając na swojego zbyt ochoczego przyrodniego brata, Baekhyun usiadł na oparciu kanapy i patrzył jak jego mama pośpiesznie przygotowuje się do szkolnego spotkania.

- Będzie miał specjalne lekcje poza klasą, więc nie musisz się martwić opieką nad nim aż do skończenia zajęć.

- Ale mam piłkarski trening!

- Weź ze sobą Chanyeola. Jestem pewna, że moje kochanie może siedzieć na trybunach i patrzeć – uśmiechnęła się, poklepując Chanyeola po ramieniu zachęcająco – Prawda, Chanyeol?
Chanyeol skinął entuzjastycznie.

Baekhyun oparł łokieć na jednym kolanie i brodę na otwartej dłoni, nadymał policzki powietrzem. – Na co się gapisz, głupi? – skrzywił się do Chanyeola bez powodu, po prostu dlatego, że nie mógł znaleźć żadnego pozytywnego powodu by cieszyć się z przeniesienia jego opóźnionego brata do szkoły, miejsca gdzie rzeczywiście był zwolniony ze swoich obowiązków opiekuna Chanyeola. Jego własna matka nie potrafiła zrozumieć jego cierpienia i prosiła o wyrozumiałość dla idioty, który - z jego punktu widzenia -  był po prostu głupi.








- Park Chanyeol, tym razem lepiej mniej posłuchaj, gdy mówię, że masz zachowywać się jakbyś mnie nie znał – Baekhyun wyszeptał do chłopaka, który również stał na zewnątrz gabinetu dyrektora, gdzie jego matka omawiała podział zajęć Chanyeola z kuratorium oświaty, dźgnął wyższego chłopca w klatkę piersiową. Odwrócił się do szyby, zastanawiając się o czym dyskutowali, że wymagało to konwersacji od pół godziny. Cokolwiek to było, wydawało się poważne sądząc po uroczystym wyrazie twarzy jego matki.

Chanyeol nie zdając sobie z czegokolwiek sprawy, zerknął przez ramię Baekhyuna i zaraz został odepchnięty.

Baekhyun wsunął czubek buta w szczelinę drzwi, popchnął je delikatnie by nieznacznie się otwarły, tylko w ten sposób mógł podsłuchiwać (a przynajmniej spróbować).


- W tej chwili trudno stwierdzić, czy specjalne zajęcia edukacyjne będą wystarczające dla Chanyeola, Pani Byun. Wcześniej nie był w ogóle edukowany, tylko roczne domowe nauczanie, z którego nie mamy zapisu.

- Proszę, dyrektorze. Chanyeol nigdy wcześniej nie był w publicznej szkole i był taki szczęśliwy ubierając mundurek…

- Tak, rozumiem. Z przykrością informuję, że poziom inteligencji Chanyeola jest porównywalny do drugoklasisty. Nawet oferowany przez nas specjalny program nauczania może okazać się nie dość dobry dla niego…

- Przynajmniej pozwólcie mu zostać w szkole przez tydzień. Dla niego to cały świat.

Baekhyun nie mógł więcej usłyszeć. Odsunął się i niemal zderzył się plecami z Chanyeolem.
Sądząc po tępym wyrazie twarzy Chanyeola nie wydawało się, żeby cokolwiek słyszał, nawet nie mógłby zrozumieć powagi sytuacji, gdyby podsłuchiwał. To było to, co łamało serce najbardziej: fakt, że Chanyeol niczego nie rozumiał i zawsze stał z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.

Baekhyun wymknął się i ruszył korytarzem, nie czekając na matkę. Chanyeol tylko patrzył niezdolny do podążenia za nim w obawie, że znowu zdenerwuje Baekhyuna.








- Hej, słyszałeś? Nowy dzieciak, Chanyeol, jest w naszej klasie. Ma indywidualne nauczanie i mówią, że jest głupszy niż drugoklasista. – sprzeczał się kolega z klasy.

- Zastanawiam się, czy ma tiki jako głupek, jak to – Jongin zaśmiał się, naśladując drganie oczu i krótki napad – Sehun powiedział mi, że potknął się o własne nogi w porze lunchu i wylał na siebie całe jedzenie!

Baekhyun odwrócił głowę od przyjaciół, utkwił twarz w mandze Naruto, szczególnie na stronie, którą do tego momentu czytał co najmniej sto razy, jego gniewne spojrzenie wywiercało dziurę w wydrukowanych słowach. Im bardziej jego koledzy wyśmiewali się z jego przyrodniego brata, tym bardziej mu to przeszkadzało.

Nic im nie powiedział, ale zebrał swoje rzeczy i wyszedł z sali, kiedy zadzwonił ostatni dzwonek.
Jego policzki były zaczerwienione z zażenowania.








- Baekhyun! – Jongin uśmiechnął się, obejmując od tyłu ręką opadające ramiona Baekhyuna – Oby tak dalej, wyszedłeś beze mnie! Wiesz, że dzisiaj jest trening i trener faktycznie zastanawia się, czy cię nie wywalić ze składu jeżeli dzisiaj się nie popiszesz, prawda?

Baekhyun wyciągnął swoją torbę na przód i skinął głową. Jego nogi wydawały się cięższe niż zazwyczaj, gdy zbliżał się do boiska. Jego myśli były tak wypełnione Chanyeolem, że nie miał miejsca na myśleniu o czymkolwiek innym. Nawet trening był udręką, byli jego przyjaciółmi, gdy próbowali zainicjować rozmowę towarzyską. Jego koledzy z drużyny (większość z nich była jego przyjaciółmi) zebrali się już na jednym końcu trawnika, biegli w miejscu, żeby się rozgrzać. Po raz pierwszy, jako jedyny nie przebrał się na trening, więc musiał znaleźć suchy kawałek trawy by usiąść i wciągnąć skarpety oraz wsunąć korki na nogi.

Jeśli istniałby jakiś sposób, żeby zakopać się na sto stóp pod poziomem morza, zrobiłby to w mgnieniu oka, ponieważ jego najgorsze koszmary stawały się prawdziwe i zbliżały się do niego z głupkowatym uśmiechem. Chanyeol machał do niego zza boiska i Baekhyun nie musiał mieć doskonałego wzroku, żeby zauważyć jaki jest to bałagan.

- Do kogo on macha? – Jongin zadrwił, pochylając się wykonując skłony jako ćwiczenia i patrząc na jedyną osobę, która przyszła oglądać ich trening.

- Nie wiem – Minseok zaśmiał się, szturchając ramię Baekhyuna – Myślę, że on macha do ciebie. Znasz go?

Baekhyun udawał nieobecnego przez sekundę lub dwie, co wydawało się oczywiste. Wstał, otrzepując swoje piłkarskie spodenki. – Nie mam pojęcia – prychnął – pierwszy raz go widzę. Rzucił piłką nożną trzymaną w jednej ręce, nerwowo chichocząc z grupką przyjaciół, gdy Chanyeol zbliżył się do nich, wyciągając kawałek papieru w stronę Baekhyuna.

To było zadanie pisemne Chanyeola, które ukończył w szkole. U góry napisane było ‘95%’ czerwonym markerem, a obok tego była naklejka z uśmiechniętą buźką. Nawet jego nazwisko zostało napisane poprawnie w oknie na to wyznaczonym. – Baekhyun. – Chanyeol uśmiechnął się promiennie, spodziewając się, że Baekhyun to weźmie, powie mu, że wykonał dobrą robotę i że pójdą razem na lody po szkole, żeby świętować.

- Ej, nie mówiłeś przypadkiem, że twój ojczym ma syna? – Jongin się uśmiechnął – On jest twoim przyrodnim bratem?

Baekhyun zacisnął dłoń w pięść, która drżała przy jego boku.

- Czekaj, nie ma mowy, ten debil to przyrodni brat Byun Baekhyuna? – rozległy się inne śmiechy do których szybko dołączyło więcej, aż Baekhyun został otoczony przez rechot i wycie. Temperatura wzrastała do czubku uszu, aż w końcu coś w nim pękło.

- Odpierdol się ode mnie! – Baekhyun krzyknął na Chanyeola – Mam dosyć tego, że rujnujesz mi życie! Chciałbym, żebyś się nigdy nie urodził i chciałbym, żebyś zostawił mnie samego, ponieważ jesteś bezwartościowym śmieciem, który nie potrafi nic zrobić samemu! Jesteś taki głupi i to jedyne czym kiedykolwiek będziesz, więc odpierdol się ode mnie i nigdy nie wracaj! – zmiął kartkę i nadepnął na nią ze złością swoimi korkami, depcząc ją w mokrej glebie.

Kiedy Chanyeol się nie ruszał Baekhyun pchnął go tak mocno, że jego przyjaciele musieli go powstrzymywać z każdej strony.

Panowała gęsta cisza, którą każdy przełykał, dopóki Baekhyun usłyszał dźwięk gwizdka trenera. Jego przyjaciele rozproszyli się jeden po drugim, aż został zostali tylko on i Chanyeol stojąc twarzą w twarz.

- Nie chcę cię w moim życiu – Baekhyun powiedział głosem kipiącym ze złości i łączącym się z jadem.

Powoli Chanyeol zrobił kilka kroków do tyłu i odwrócił się, jego głowa i ramiona zwisały przygarbione. Baekhyun zobaczył jak jedną ręką sięgnął do twarzy, by wytrzeć kilka bezpańskich łez, ale to wszystko co widział, zanim odwrócił się by nadrobić zaległości z resztą drużyny.



Tej nocy Chanyeol nie wrócił do domu.


______________________________________________________________

Oczywiście rozdział łamiący serce. Okropnie przez niego płakałam. ;_;
Mam nadzieję, że was również poruszył.
Obecnie jestem na wakacjach, więc po moim powrocie może być delikatne opóźnienie.
Jednak dam z siebie wszystko!
Hwaiting!

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 3 ~Baby's Breath


*ROZDZIAŁ 3


Była już osiemnasta. Minęły trzy godziny odkąd Baekhyun zostawił Chanyeola.

Baekhyun łatwo zapomniał o swoim przyrodnim bracie zostawionym w sklepie samemu sobie. Był zbyt zajęty spędzaniem czasu ze znajomymi by zauważyć, że na zewnątrz się ściemniło, utrudniał mu to panujący mrok w salonie gier. Dopiero gdy oboje rodziców; Jongdae i Sehuna dzwonili do nich, Baekhyun wyszedł z gry i sprawdził godzinę.

- Ej, wszystko w porządku? Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha – Jongdae uśmiechnął się głupkowato. – Trzęsiesz gaciami po tym jak cię pokonałem dwa razy z rzędu, huh?

Baekhyun prychnął, najwyraźniej próbując wyglądać na fajnego. Tymczasem jego panika wzrosła po czubki uszu. Baekhyun tak nonszalancko jak tylko potrafił wyszedł z salonu gier, pomachał przyjaciołom wdzięczny, że idą w drugą stronę, a nie w kierunku kwiaciarni. Kiedy Sehun i Jongdae byli poza zasięgiem wzroku i umysłu, Baekhyun wymknął się naokoło i zaczął biec tak szybko jakby biegł do bramki przeciwnika. Gdyby nie biegł szybciej pomyślał, że mógłby to stracić na zawsze z zasięgu swojego wzroku.

- Chanyeol! – krzyknął w pustą i ciemną przestrzeń sklepu. Nie było go tu. Nie podlewał na zapleczu kwiatów, ani nie układał roślin po kolorach ich doniczek. Nawet służbowy fartuch zniknął, był tylko bukiet róż.

Baekhyun zamknął sklep najszybciej jak potrafił i pobiegł w dół ulic. Z takim mózgiem Chanyeol nie mógł daleko zajść na tych swoich dwóch nogach, nie było także możliwości, że mógł zostać porwany. Podbiegał do każdego otwartego sklepu i pytał sklepikarzy, czy nie widzieli lub minęli wysokiego, wyglądającego-na-głupka chłopca, jednak oni tylko kręcili przecząco głowami. Na skrzyżowaniu zatrzymał się by złapać oddech, zastanawiając się, czy nie powinien zgłosić zaginięcia osoby na policję. W przypadku gdyby coś mu się stało mógł tylko tracić czas na szukanie go w niewłaściwych miejscach.

Opierając się o słup telefoniczny, był bliski wykręcenia numeru alarmowego, kiedy zobaczył kogoś wysokiego i głupiego po drugiej stronie ulicy. Baekhyun pozostawał spokojny, żeby nie przyciągnąć uwagi Chanyeola, idiota mógł zacząć biec na drugą stronę ulicy nie czekając na zielone światło. Kiedy dotarł na drugą stronę zauważył, że chłopak spał na ławce w parku, ciasno przytulał do piersi bukiet róż. Jakiś przechodzień położył nad nim gazetę, co sprawiało, że wyglądał na jeszcze głupszego, jak jakiś porzucony chłopiec.

- Chanyeol – sapnął – Pak Chanyeol!

Zaskoczony wysoki chłopak wstał chwiejnie, przecierając oczy jedną ręką. Ze śpiochami w oczach, szczęśliwy popatrzył ponownie na Baekhyuna. – B-Baekhyun.

Jednak uśmiech zniknął, gdy Baekhyun uderzył go mocno w twarz. – Baekhyun… - wymamrotał cicho, jego dolna warga drżała, gdy trzymał jedną rękę na poczerwieniałym policzku.

- Mówiłem ci, że masz zostać w sklepie! – Baekhyun krzyknął, a żyły na jego szyi uwypukliły się, gdy gniew zaabsorbował resztkę litości, którą początkowo czuł wobec chłopaka – Jesteś głupi czy coś? Nie rozumiesz, kiedy mówię Ci żebyś został w jednym miejscu?  Co jeżeli coś by się stało?

Wtedy to by była moja wina.

Chanyeol przygryzł dolną wargę i ostrożnie wręczył bukiet róż Baekhyunowi, który rzucił go na ziemię.

- Nie możesz zrozumieć niczego, co do ciebie mówię, prawda? Zatem chciałbym, żebyś się nigdy nie urodził. 
– Przez ułamek sekundy jego serce mocno szarpnęło, gdy zobaczył gorącą spiralę łez w oczach Chanyeola. Przekonał siebie, że nie było sposobu żeby chłopak mógł zrozumieć złośliwość jego słów i Chanyeol po prostu płacze jak dziecko, którym był,  ponieważ nie chce zostać skarcony.

Baekhyun się odwrócił i ponownie nacisnął przycisk do sygnalizacji świetlnej od przejścia dla pieszych.

Chciałbym, żebyś się nigdy nie urodził.





Baekhyun westchnął, patrząc na puste strony swojej pracy domowej jakby odpowiedzi w magiczny sposób miały napisać się same. Po wprowadzeniu się Chanyeola nauka stała się udręką. Nie mógł się skoncentrować, ponieważ Chanyeol zawsze oglądał dramy w salonie z dużą głośnością. Ilekroć Baekhyun wspominał, że go to rozprasza, jego matka brała stronę Chanyeola.

Dzisiejszego wieczoru jej tu nie było, ponieważ miała jeszcze trzecią pracę i zmianę kończyła o północy, co oznaczało że Baekhyun musiał zrobić kolację i wykąpać Chanyeola przed snem. Rozwiązał problem kolacji ramenem (Chanyeol jadł tylko makaron, ponieważ zupa była dla niego zbyt pikantna), ale nie wyczekiwał z niecierpliwością na czas kąpieli ponieważ, ugh, musiał wykąpać dorosłego mężczyznę.

Pociągnął drzwi i wszedł do salonu. Znalazł Chanyeola zawiniętego w koc Pororo zbyt mały dla niego, kubeł z lodami leżał między jego nogami, które krzyżował w kostkach. Oglądał dramę ,,Secret garden” tak intensywnie, że Baekhyun niemal poczuł się źle, gdy wyłączył telewizor.

- Robię swoją pracę domową i nie mogę się przez ciebie skoncentrować – mruknął, rzucając Chanyeolowi jego notes i ołówek, które leżały na stoliku do kawy. – Ty odrób swoje zadanie domowe, ja swoje.
Na szczęście Chanyeol nie był typem, który się sprzecza. Więc tak szybko jak Baekhyun dał mu coś innego do roboty, całkowicie się na tym skupiał.

W środku nauki pomyślał, że Chanyeol zasnął, ponieważ było bardzo cicho z zewnątrz, więc kiedy dał sobie dziesięciominutową przerwę na napicie się wody, znalazł chłopaka skulonego nad stołem i liczącego liczby na swoich palcach. Co było godne uwagi, Chanyeol miał większy zapał do nauki niż Baekhyun. Nawet jeżeli nie mógł nauczyć się dodawania tak szybko, to przynajmniej starał się każdego dnia dopóki nie rozwiązał dobrze przynajmniej jednego zadania ze stu.

- Jesteś beznadziejny… - Baekhyun westchnął, kiedy omijał Chanyeola. – Hey, Yeol, chodźmy się wykąpać.

Kąpiel dla Chanyeola była jak najlepsza przygoda dnia, podczas gdy dla Baekhyuna była to katorga. Musiał go umyć wszędzie, a mówiąc wszędzie, miał na myśli wszędzie: za uszami, między nogami i pod jego wejściem. Miał ubrane czerwone gumowe rękawice swojej mamy, których używała do mycia naczyń. Kiedy szorował włosy Chanyeola, wydawał z siebie dźwięki wymiotne za każdym razem, gdy jego dłonie natknęły się na zakazany obszar.

- Ah, Baekhyun, mydło! – Chanyeol jęknął, zacisnął powieki kiedy piana zaczęła piec jego oczy. – Baekhyunn!

- Zamknij się! – naburmuszył się, używając miejskiego akcentu, polewał twarz przyrodniego brata dopóki 
nie zaczął się dławić powietrzem. – Powinieneś byś wdzięczny, że masz takiego przyrodniego brata jak ja, który dba o twoją głupotę – Baekhyun mruknął, wcierając szampon w skórę głowę Chanyeola. Przysunął sobie krzesło do wanny, aby ułatwić sobie pracę. Westchnął, ściągając rękawiczki by móc lepiej spienić włosy gołymi rękami. Po chwili napięcie opadło z ramion Chanyeola i Baekhyun zauważył, że znowu zasypia.

To było usypiające…

- Nie chciałem na ciebie wcześniej nakrzyczeć – Baekhyun z wahaniem mruknął. – Byłem bardzo zły, że muszę martwić się o ciebie w pierwszej kolejności, zostawiając różne rzeczy z tyłu, którymi także muszę się martwić. Pomyślałem, że jesteś tutaj po to, żeby rujnować mi życie. Tak jakby jesteś... – urwał, pochylając się aby spojrzeć na zamknięte powieki i drżące usta Chanyeola. Przewrócił oczami. – Ale ty jesteś za głupi, żeby nawet zrozumieć co robisz źle…

Jego palce prześlizgnęły się po mięsistej bliźnie tuż nad uchem Chanyeola, to było coś co przeoczył, bo zawsze mył jego włosy w rękawiczkach. Blizna była długa i gruba, biegła od tyłu czaszki do jego ucha. 
Dotykanie jej wywołało dreszcze u Baekhyuna.

- Niezdarny idiota.





Po kąpieli i ubraniu Chanyeola, Baekhyun prowadził go na wpół przytomnego przez ramię, rzucając go na kanapę w salonie i otaczając kocem. Był tak zmęczony, że postanowił nie wracać do nauki. Zamknął podręcznik i zgasił lampkę na biurku. Kiedy już miał iść do łóżka, zobaczył kawałek papieru zaklinowany pod jego drzwiami. Coś co przeoczył, gdy otwierał je ostatnim razem.

Był źle złożony i wyglądał jak strona wyrwana z zeszytu do matematyki Chanyeola.

Wskoczył na łóżko, położył głowę na poduszce i rozwinął grubą notatkę, by znaleźć w niej wiadomość napisaną kiepskim, ale ujmującym charakterem pisma:



Byun Backhin

Park Chanyeol

Przepraszam…

_________________________________________________________

Jeżeli chodzi o ten rozdział to mam sporo wątpliwości.
Jak ktoś zauważy jakieś błędy to uprzejmie proszę o ich zgłoszenie. ;_; Natychmiastowo poprawię.
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem! Bardzo mnie to podbudowało i sprawiło, że miałam więcej chęci do tłumaczenia kolejnych rozdziałów.
Staram się dodawać rozdział co tydzień.
Z powodu wyjazdu na wakacje może pojawić się opóźnienie. Mimo wszystko zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby rozdział pojawił się zgodnie z planem.
Bardzo Wam dziękuję, że doceniacie mój wysiłek.
Hwaiting!
Keep Calm and ship BaekYeol~


piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 2 ~Baby's Breath



*ROZDZIAŁ 2


Serce Baekhyuna waliło, gdy czekał aż usłyszy głos po drugiej stronie słuchawki. Nawet po minucie nie było żadnej odpowiedzi, co było dziwne, ponieważ Chanyeol zawsze odbierał po pierwszym sygnale. Zwłaszcza jeżeli połączenie było od niego. Nie było szans, żeby Chanyeol nie usłyszał dźwięku włączonego telefonu na jego szyi, chyba że jego upośledzenie umysłowe było gorsze niż Baekhyun przypuszczał. Baekhyun się pocieszał, że prawdopodobnie Chanyeol był w domu i ucinał sobie drzemkę, może.

To nie było tak, że Baekhyun jakoś szczególnie dbał o Chanyeola. Był bardziej zaniepokojony swoim własnym życiem niż przyrodnim bratem wędrującym w kółko, i tym, że mogło się mu coś przytrafić. Jego matka powinna mieć też trochę uwagi dla niego; mimo wszystko połowa jej życia była skoncentrowana wokół Chanyeola i Baekhyun nie rozumiał dlaczego. Zawsze było Chanyeol to, Chanyeol tamto. Kup Chanyeolowi jakieś nowe buty! Zabierz Chanyeola na obiad! Jako jedynak musiał się nagle dostosować, że ktoś inny zabiera całą uwagę jego mamy. Baekhyun kipiał z zazdrości.

- Hej, trenerze! Myślę, że nie mogę zostać dzisiaj na treningu, coś mi wypadło – powiedział po głębokim namyśle. Wiedział, że rozgrywka sezonowa jest tuż tuż i Baekhyun nie mógł sobie pozwolić na opuszczenie treningu, ale nie miał innego wyboru.

Złapał miasteczkowego busa i biegł z przystanku do domu, następnie niezgrabnie, bez tchu przedarł się przez drzwi wejściowe. Drzwi były, tak jak pamiętał, otwarte. Zbyt rozdarty i spanikowany by dbać o zdjęciu butów, Baekhyun rzucił swoją torbę obok szafki na buty i krążył, wołając imienia Chanyeola.
Kamień spadł mu z serca, gdy zobaczył chłopaka rozłożonego na podłodze w salonie tak jak go zostawił, całego i zdrowego. Napięcie w ramionach opadło na wskroś i Baekhyun prawie stracił równowagę w swoich unieruchomionych kolanach.

- Baekhyun, telefon! – Chanyeol uśmiechnął się promiennie, wstał i odrzucił swój zeszyt i ołówek, żeby pokazać przyrodniemu bratu czarny ekran. Bateria się rozładowała. Oceniając po tym jak Chanyeol nacisnął ponownie przycisk ,,Home” by telefon mógł ponownie się zaświecić. Baekhyun nawet nie myślał, że Chanyeol wie, że telefon działa na elektrykę. Dla Chenyeola cały świat był uproszczony. Telefon był po prostu dziwnym, cudownym urządzeniem, które kontaktowało go z Baekhyunem za pomocą naciśnięcia przycisku.

- Nic dziwnego, że padł. Ty głupolu, dzwoniłeś do mnie przynajmniej ze sto razy – skrzywił się, zdejmując smycz z szyi Chanyeola (musiał stanąć na palcach, ponieważ głupol był bardzo wysoki) – mówiłem Ci, żebyś dzwonił do mnie tylko wtedy, gdy jest to nagły wypadek.

Chanyeol bez słowa ponownie usiadł na drewnianej podłodze, biorąc notatnik, którego stronice były wypełnione podstawowymi literami i zdaniami. Jak dziecko uczące się czytać i pisać - Chanyeol uczył się tych samych rzeczy. Tylko nadal nie potrafił napisać swojego własnego imienia bez kogoś, kto wypowiada je co najmniej dziesięć razy. Położył się na brzuchu, Chanyeol mocno trzymał ołówek w swojej dłoni i patrzył na Baekyuna wyczekująco.

- Park. Chan. Yeol. – powtarzał z westchnieniem, zdejmując marynarkę swojego mundurka. – Jeżeli znowu napiszesz ,,yeo-eut” wspak, zabiję Cię, Park. Chan. Yeol.

Chanyeol skinął i pochylił głowę, srogo, intensywnie i z koncentracją wpatrując się w pola obejmujące stronę. Ostrożnie napisał pierwszą sylabę swojego imienia, następnie druga, kiedy dotarł do ,,yeol”, zatrzymał się i wytknął swój język w geście skupienia. Jego ręce zaczęły się pocić od intensywnego myślenia; jeżeli myślał mocniej to jakby para uciekała z jego uszu. Ostatecznie zaprezentował stronę Baekhyunowi, który wziął zeszyt i wygiął stronę za okładkę.

- Znowu napisałeś ,,yeo-eut” wspak! – Baekhyun przewrócił oczami i rzucił notatnik na klatkę piersiową Chanyeola – Nawet nie potrafisz napisać swojego własnego imienia, jak głupi jesteś? Park Chanyeol, idioto, nie Park Chanyal.

Odwrócił się zanim mógł ujrzeć zmartwiony wyraz twarzy Chanyeola. Nie móc zignorować poczucia winy, że podniósł na niego głos. Nie miał zamiaru krzyczeć, ale był tak sfrustrowany po wydarzeniach dzisiejszego dnia, że niczego nie pragnął prócz położenia się spać z nadzieją, że następnego poranka Chanyeol odejdzie. Z nim przy boku, nie mógł nawet zaprosić do siebie znajomych, jak przywykł to robić. Albo nie mógł pójść zagrać po szkole, ponieważ jego pracą było pilnowanie Chanyeola.
Baekhyun westchnął, kierując się do swojego pokoju w celu przebrania się. – Chodźmy na spacer.

Pójście na spacer oznaczało jedną z dwóch rzeczy: wyjście po lody, albo wizyty w ich rodzinnej kwiaciarni. Sklep należał do jego babci, ale kiedy zmarła kilka miesięcy temu, rodzina Baekhyuna otrzymała w spadku tę małą przestrzeń. Najpierw myśleli o sprzedaży, albo odnowie sklepu, ale postanowili utrzymać to tak jak jest, ku pamięci sake. Dodatkowo Chanyeol to lubił. Godzinami opiekował się kwiatami, ponieważ to nie było szkodliwe nawet jeżeli był na tyle niezdarny, że rozbił kilka doniczek tu i tam. Po szkole Baekhyun otwierał kwiaciarnię i dbał o biznesowe aspekty produktów, podczas gdy Chanyeol pozostawał na zapleczu zajmując się podlewaniem i przycinaniem kwiatów.

Robił również ładne bukiety, co było zaskakujące dla Baekhyuna, ponieważ nigdy nie przypuszczał, że Chanyeol potrafi zrobić coś do czego niezbędne jest myślenie. Jeżeli tylko Chanyeol pisałby swoje imię tak skutecznie jak układał bukiety, nie miałby powodów do narzekań.

Obydwoje nie mogli ze sobą spacerować ramię w ramię w ich ciągnące się popołudnia, ponieważ Baekhyun nie chciał zostać pomylony z kimś związanym z Chanyeolem, nie mówiąc o pokrewieństwie. Ale za każdym razem, kiedy Baekhyun zacmokał, Chanyeol nadganiał stratę kilku kroków w tył z obracaniem głowy w lewo, w prawo i dookoła, zafascynowany widokami i dźwiękami naokoło.

Pewnego razu kiedy stalowy garaż był otarty i gromadzono rzeczy na dzień, patrzył na Chanyeola zakładającego fatuch do pracy i zastanawiał się - jak to jest możliwe dla jednej osoby, być tak różnym w dwóch miejscach. W służbowym fartuchu, włosami związanymi z tyłu w luźny kucyk i oprawionych okularach na czubku nosa Chanyeol wyglądał jak chłopiec prosto z mangi shoujo; flower boy[1], który był typem pracującym w kwiaciarni. Podobieństwo było jeszcze większe, gdy Chanyeol pochylał się na doniczkami z kwiatami ze sprayem w ręku.

Z drugiej strony Baekhyun nie interesował się florystyką, więc pozostawał na kasie. Dlatego trzymał stosik komiksów Naruto przy sobie, w razie gdyby zaczął się nudzić, co zdarzało się nader często.

Interes kręcił się wolniej w dni powszednie, natomiast weekendy i święta były bardzo napięte. Ludzie umierali i obchodzono różne święta każdego dnia, dlatego mieli dużo zamówień na wieńce pogrzebowe, bukiety na przyjęcia dla kobiet spodziewających się dziecka[2]  oraz na bukiety zaręczynowe, które odważny mężczyzna miał wręczyć swojej szczęśliwej pani. Baekhyun nie znał rodzajów kwiatów, więc zawsze pozostawiał aranżację ich w bukiet Chanyeolowi. To zajmowało idiotę.

Baekhyun wolał przyjmować zamówienia dla Chanyeola, który układał bukiety w mniej niż trzydzieści minut by mogli je jak najszybciej dostarczyć w trybie ,,umowa-zlecenie”, albo podwieźć do prywatnego klienta. Większość zleceń zawierała róże, goździki, czy różnego rodzaju lilie, które nigdy nie wychodziły z mody.
Ze wszystkich kwiatów Chanyeol najbardziej lubił łyszczec[3]; małe, białe, kępkowe kwiatki, które zazwyczaj łączono z różami by dać im bardziej estetyczny wygląd. Baekhyun nie wiedział, dlaczego ten chłopak tak bardzo je lubił, ale lubił, i zawsze dodawał więcej łyszczca niż normalny florysta powinien.

- Szesnaście róż, uformowanych w złoty łuk. Zrób to ładnie, Chanyeol. Klient oświadcza się swojej dziewczynie za godzinę.

Chanyeol miał gotowy bukiet w trzydzieści minut, róże zwinięte w serce z łyszczem otaczającym czerwone centrum bukietu. Wyglądał na zadowolonego z siebie podając go Baekhyunowi, który kaligrafował liścik najpiękniejszym pismem jakiego potrafił użyć.

Zadzwonił jego telefon i Baekhyun trzymał go między policzkiem, a ramieniem, dopóki Chanyeol nie wrócił do podlewania roślin.

- Salon gier[4]? Jestem teraz troszkę zajęty… - Baekhyun zamarł. – Ej, wiesz co, tak teraz myślę.. będę za dziesięć minut, nie zaczynajcie rundy beze mnie.
Rozłączył się i nagle pochłonęła go myśl o grze w Starcraft ze znajomymi w salonie gier, który znajdował się kilka przecznic od sklepu. Jeżeli Chanyeol zostanie w sklepie, a on wróci w ciągu godziny to nie powinno się nic złego wydarzyć, prawda? Poza tym to mało prawdopodobne, że jakiś klient pokaże się o siedemnastej z prośbą o kwiaty.

- Ej, Chanyeol, wychodzę na chwilę, żeby przynieść nam troszkę lodów. Zostań tutaj, dobrze?

Chanyeol skinął głową, patrząc zdezorientowany jak Baekhyun opuszcza sklep.



[1] Flower boy (dosłownie: kwiecisty chłopiec, tłumaczenie: piękny chłopiec)
[2] Za granicą bardzo popularny zwyczaj wyprawiania przyjęć dla kobiet w ciąży
[3] Baby’s breath (oddech dziecka)
[4] PC Room – miejsca dla młodzieży, gdzie grają w różnego rodzaju gry


________________________________________________________________

Drugi rozdział za mną.
Enjoy~