
*ROZDZIAŁ 6
- T-tak, rozumiem. Będę tam wkrótce, sir.
Po zakończeniu rozmowy przycisnął telefon do klatki piersiowej i w powolnym tempie zaczął uspokajać walące serce i ciężki oddech. Nadal był oszołomiony i cały zdrętwiały, pomyślał, że jeżeli wstałby zbyt szybko to mógłby zwymiotować.
Przez długi czas Baekhyun siedział obok zmiętych kartonów i pojemników do recyklingu wyłączonych, ale wspomnianych. Jego wspomnienia z dzieciństwa były zamknięte szczelnie w jakimś głębokim zakątku jego umysłu i nie ważne jak długo i intensywnie myślał o tym dlaczego pchnął Chanyeola , albo kiedy to się stało – nic się nie pojawiało. Żadnej wzmianki, myśli, albo części głęboko osadzonej traumy. Być może to było dla niego tak traumatyczne jako dzieciaka, że po prostu wszystko zapomniał, wyczyścił swoją pamięć i dorastając zapomniał o chłopcu, któremu zniszczył życie.
Nie był pewny, czy się podniesie, albo zaakceptuje siebie po usłyszeniu tak bolesnej prawdy od swojej matki. Mogła mu powiedzieć, że to był wypadek, że Chanyeol szedł po środku ulicy o własnych nogach, żeby on nie czuł się winny. Wtedy zdał sobie sprawę, że prawda była ukrywana wystarczająco długo, przez wiele lat. Może pomyślała, że już najwyższy czas, żeby się o tym dowiedział, bo był na tyle dojrzały, aby wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.
Ale, czy był gotowy? Czy był gotowy do stawienia czoła Chanyeolowi i przyznania się wewnętrznie, że był odpowiedzialny… za zrobienie Chanyeola takim, jaki jest?
Powoli podniósł się na nogi i ruszył w stronę posterunku policji, recytując co powie Chanyeolowi, żeby naprawić to co sam zepsuł. Ostatecznie nie wiedział, co powiedzieć. Stwierdził ostro, że nie powinien iść na posterunek. Lepiej się stało, że Chanyeol został zatrzymany niż wędrował przed siebie zagubiony i zdezorientowany. Na samą myśl o ignorowanym Chanyeolu przez mijających go przechodniów i chłodnych nieznajomych, którzy byli jak on, łzy ponownie napłynęły mu do oczu.
Ku zaskoczeniu Baekhyuna, na posterunku było cicho i
przytulnie. Pierwszy raz wszedł na posterunek, od zawsze myślał, że
przypuszczalnie tutaj przestępcy są wtrącani. Było kilka biurek przy których
oficerowie odbierali telefony, wyglądali na zajętych. Baekhyun nie mógł znaleźć
sobie miejsca, gdzie mógłby się wpasować, jedynie w kącie pomieszczenia. Wtedy
zobaczył Chnayeola siedzącego na ławce, przykutego kajdankami jedną ręką do
poręczy obok niego. To był żałosny widok. Baekhyun niemal chciał nakrzyczeć na
funkcjonariuszy za zakucie go w kajdany, podczas gdy Chanyeol był najbardziej
nieszkodliwą osobą jaką znał. Park Chanyeol był typem, który płacze, gdy więdną
kwiaty. Więc Baekhyun wątpił, że popełnił jakieś poważne przestępstwo
zagrażające karą.
Nie odezwał się do Chanyeola (nie był jeszcze do tego przygotowany emocjonalnie) i poszedł do recepcji, gdzie ostrożnie zwrócił na siebie uwagę oficera szkoleniowego. Na jego identyfikatorze było napisane ,,Do Kyungsoo”; wyglądał młodo, mniej więcej na dwadzieścia lat, miał duże, paciorkowate oczy. Jego uśmiech sprawił, że Baekhyun na chwilę poczuł się swobodnie.
- Ah… Nazywam się Byun Baekhyun. Przyjechałem po Park Chanyeola?
- Jego brat?
- Przyrodni brat – Baekhyun go poprawił, podając mu swój dowód potwierdzający jego tożsamość. Nie mógł pomóc, ale czuł zniecierpliwienie, zerknął na Chanyeola w rogu pomieszczenia i zastanawiał się dlaczego tak wesoły chłopak wygląda na tak przygnębionego i słabego.
- Racja, przyrodni brat. Wybacz – oficer odpowiedział, wypełniając jakieś formalności i popychając resztę papierów w stronę Baekhyuna wraz z długopisem – Musisz podpisać tylko tutaj, tutaj, i tutaj, wtedy jesteście wolni.
To wszystko? Patrzył na papiery nieco dłużej, czytając warunki i objaśnienia. Było zbyt wiele informacji, żeby mógł je przeczytać , więc po prostu upchnął kopie w kieszeni i podpisał w wyznaczonych miejscach. Tylko kawałek informacji był godny uwagi, przeczytał przelotnie o wzmiance dotyczącej umysłowo upośledzonych, która dotyczyła pewnych opłat rozliczeniowych przez rodzica lub opiekuna prawnego.
Reszta brzmiała zbyt skomplikowanie, żeby mógł to zrozumieć.
- Przepraszam, oficerze – zapytał cicho – Co dokładnie Chanyeol zrobił?
- Ukradł gorące ciasto z wagonu z przekąskami przy tej ulicy i oddał je po pół godziny. Wygląda na to, że wziął je prosto z grilla, więc jego palce są troszkę poparzone. Udzieliliśmy mu pomocy medycznej, więc powinno być w porządku. – Kyungsoo powiedział spokojnie – Według prawa federalnego jest to nałożone kaucją i konsekwencjami, które stosujemy… ale myślę, że on teraz bardzo żałuje.
- Om… uh… dziękuję. – Baekhyun uśmiechnął się, poszedł za Kyungsoo, który uwolnił od kajdanek nadgarstek Chanyeola.
Tak szybko jak został uwolniony, Chanyeol podniósł głowę i popatrzył na Baekhyuna jak skarcony szczeniak. Jednak był jeszcze uśmiech, który nie został jeszcze ugaszony, jak resztka żaru świecąca jasno wśród popiołu i gruzu.
Baekhyun odwrócił wzrok, nie mógł przekazać swoich emocji poprawnie, ponieważ był bardziej uparty niż przypuszczał.
- Idiota.
- Tak, mamo. Jest
bezpieczny. Nie martw się o to i dojedź bezpiecznie do pracy.
Wsunął telefon do kieszeni i odwrócił się do Chanyeola po jego prawej stronie, który szczęśliwy mlaskał jedząc gorące ciasto, które Baekhyun kupił mu w drodze do domu. Jego wzrok padł na imienną tabliczkę Chanyeola na mundurku i przypomniał sobie co powiedziała jego mama, o tym, że Chanyeol chciał zostać nauczycielem. Los był zbyt okrutny, żeby mógł nim zostać, Chanyeol nie mógł być nawet studentem ze swoim identyfikatorem.
- Dlaczego to ukradłeś, ty idioto? – wymamrotał, próbując grać chłodnego jak zawsze – Mogłeś po prostu przyjść do domu i zjeść cokolwiek.
Chanyeol zatrzymał swoje głośne żucie. – Baekhyun nie chce, żeby Chanyeol wracał do domu.
- Więc, nie myślę tak na serio, ty idio… - urwał, potrząsając głową – Nie miałem tego na myśli. Więc nie uciekaj nigdy więcej, bo wyciąganie cię z kłopotów boli, dobrze?
Chanyeol skinął głową z lekkim, zrozumiałym uśmiechem, decydując się złapać jak najwięcej szczęścia za jednym razem, pytając – Baekhyun, mogę z tobą spać?
- Nie.
- Czy to boli? – Baekhyun wymamrotał, przycinając końcówki
bandaża tuż po podwiązaniu ich w małe łuki na dwóch palcach Chanyeola. Różowy
obszar był od lekkiego poparzenia, więc po prostu zastosował jakiś krem
chłodzący i owinął to w gazę i bandaż, więc zapalenie powinno zostać zduszone.
Wyższy chłopak skinął głową i spojrzał na starannie owinięte bandaże wokół jego palców.
- Miałeś dużo odwagi biorąc rzeczy prosto z grilla jak wtedy. – Baekhyun westchnął, podnosząc się by odłożyć apteczkę z powrotem na górną półkę, skąd ją wcześniej zabrał (z podnóżkiem, ale to nie było najważniejsze). Zmagał się stojąc na palcach przez dłuższy żenujący czas, dopóki Chanyeol zaczął napierać na jego plecy i popychać zestawu na jego prawidłowe miejsce. Czubki uszu Baekhyuna były czerwone, gdy Chanyeol się odsunął.
Od momentu kiedy oparzenia Chanyeola zostały opatrzone,
Baekhyun zamknął się w swoim pokoju, aby skończyć swoje zaległe prace domowe.
Pomogło mu to odciągnąć na chwilę umysł od pewnych rzeczy, ponieważ cały jego
dzień obracał się wokół Chanyeola i niemal zaczął zwracać uwagę na jego szkolne
i społeczne życie.
Przewrócił na stronę sześćdziesiąt dwa swojego podręcznika do matematyki i znalazł tam notatkę Chanyeola zostawioną i zaklinowaną pod jego drzwiami. Nie miał serca jej wywalić, więc zamiast tego trzymał ją w jednej z szuflad.
- Baekhyun?
Baekhyun odwrócił się na swoim krześle obrotowym, by znaleźć w drzwiach Chanyeola, trzymał w ręce coś co wyglądało jak puszka z bukietem małych białych kwiatów wyrastających z wilgotnej gleby i wypełnionych u góry. Chanyeol ustawił kwiaty na biurku Baekhyuna, uśmiechając się od ucha do ucha – Łyszczec[1].
Moje ulubione kwiaty. Możesz je zatrzymać.
Baekhyun obrócił puszkę dookoła, troszkę go to rozbawiło, że etykietka kiełbasy wiedeńskiej nadal na niej była. Białe kwiaty były małe i skupione w małych kiściach. Z pewnością nie były to najestetyczniejsze kwiaty na ziemi, ale czyste myśli Chanyeola sprawiały, że wyglądały piękniej niż róże, goździki czy lilie. Bez nich, jakie swoje piękno posiada każdy inny kwiat?
- Dziękuję, Chanyeol… - powiedział z lekkim, nieśmiałym uśmiechem.
Łyszczec tej nocy pozostał na parapecie przy łóżku,
I tylko Baekhyun miał
przyjemne sny.
- Chanyeol, to twoje. – Baekhyun popchnął pudełko z bento w
stronę Chanyeola, mały woreczek z oznaczeniem ,,Byun Baekhyun”. To było pudełko
na bento, którego używał do pakowania lunchu kiedy był mniejszy. I to nie było
w kształcie tacy, albo czegoś innego co mogło się niezdarnie wylać z podstawki.
Wzrok Chanyeola stał się unikalnie błyszczący po wręczeniu mu specjalnie zapakowanego lunchu, zarzucił swoją torbę na ramię i skinął na swojego przyrodniego brata, który tam stał ubrany już w swój świeżo wyprany mundurek.
- Co tak stoisz, Park Chanyeol? – uśmiechnął się delikatnie – Chodźmy do szkoły.
[1] Baby’s
Breath
_____________________________________________________
Przepraszam za dosyć długą przerwę, ale potrzebowałam chwili na ułożenie swoich prywatnych spraw. Mam nadzieję, że nie opuściliście mnie jeszcze. ;_;
Na zachętę dla tych, co wytrwali: Wracam do normalnego trybu tłumaczenia (czyli rozdziały częściej niż co dwa miesiące). :3
Pozdrawiam i całuję!
Pozdrawiam i całuję!