niedziela, 6 marca 2016

Rozdział 8 ~Baby's Breath




*ROZDZIAŁ 8


Baekhyun nie widział zbyt wiele bieli w swoim życiu. Białe prześcieradła, wybielane ściany, blade kitle personelu medycznego niosące Chanyeola do białej karetki… Nie mógł pojąć jak bardzo straszne było to dla Chanyeola, który obserwował cały rozwój akcji z perspektywy dziecka. – Potrzebuję być przy nim – powiedział do pielęgniarzy, ładujących Chanyeola do karetki – Jest przerażony.

Taki właśnie był. Pospiesznie wszedł do ciasnego pojazdu i chwycił bladą rękę Chanyeola w swoje własne. Wszyscy sąsiedzi wyszli na zewnątrz by popatrzeć. Szemrali, że może Chanyeol spotka swojego stwórcę, albo że oszalał.

Baekhyun patrzył jak personel medyczny robił wszystko by zapewnić wygodę Chanyeolowi, pierwsze nałożyli mu maskę tlenową na twarz, aby udrożnić jego płuca. Czuł się bardziej bezradny niż osoba na noszach, był bez mocy by zrobić cokolwiek, tylko patrzył jak jego przyrodni brat usycha, wszystko przez niego.





- To tylko grypa.

Baekhyun spojrzał na doktora, który posłał mu ciepły, niemal ojcowski uśmiech (nie zdawał sobie sprawy, że lekarze są zdolni do tego rodzaju gestów), a następnie odetchnął nie zdając sobie sprawy, że trzyma się za ręce. Oderwał od siebie dłonie,  poniewczasie zdając sobie sprawę, że zeskrobał martwy naskórek, ponieważ tak bardzo się denerwował. – Więc, w porządku z nim? – zapytał, nie całkiem gotowy na zrzucenie ciężaru ze swoich ramion.

- Będzie z nim dobrze za kilka dni. Zatrzymamy go by wypoczywał w łóżku przez dzień lub dwa , a następnie powinno być na tyle dobrze by mógł wrócić do domu. – wytłumaczył doktor – Dom jest najlepszym miejscem, gdy jesteś chory, nie szpital.

Obydwoje zachichotali, chociaż Baekhyun nadal wyglądał na zmartwionego po podziękowaniu mężczyźnie. – Przepraszam, sir… - wymamrotał niepewnie – Czy jest taka możliwość… żeby… może… mu się polepszyło?

- Polepszyło się? – lekarz schował koniec swojego stetoskopu do kieszeni, gdzie Baekhyun zauważył lśniącą czarną metkę z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem ,,Kim Joonmyeon”. Doktor miał miły wyraz twarzy i jeszcze milszy ton głosu, który zapewniał go, że Chanyeol jest w dobrych rękach.

- Mojego przyrodniego brata, tak jakby… wyjątkowość. – powiedział – Miał wypadek kilka lat temu i przestał się rozwijać jak normalne dziecko. Zastanawiałem się… jeżeli naprawdę bardzo by się starał… istnieje możliwość, że on może… być normalnym ponownie?

Joonmyeon zaprowadził Baekhyuna do rzędu siedzeń po jednej stronie naprzeciwko poczekalni, a następnie usiadł z westchnieniem. – Choroba psychiczna, a upośledzenie umysłowe to są dwie zupełnie różne rzeczy. Upośledzenie umysłowe jest zazwyczaj genetyczne, w 90% przypadkach… jest to choroba na całe życie. – przerwał i spojrzał na Baekhyuna, który miał wzrok utkwiony w kolanach jakby popełnił przestępstwo. – Pacjenci z chorobami psychicznymi, z drugiej strony, może być metoda leczenia z poradnictwem i terapią.

- Nie możemy sobie na to pozwolić, psycholog, to znaczy…

- Kto powiedział, że potrzebujesz psychologa? – Joonmyeon zachichotał, delikatnie szturchając środek klatki piersiowej Baekhyuna za pomocą dwóch palców. – Najlepszy rodzaj terapii to taki, który leczy serce. – Uniósł lekko brwi, gdy młodszy popatrzył na niego tępo. – Miłość – podkreślił – Wypisuję receptę na miłość; przedawkowanie jest w porządku.

Ta lekcja trafiła w serce Baekhyuna, Joonmyeon przeprosił go i opuścił poczekalnię, zostawiając Baekhyuna zastanawiającego się, czy lekarz odpowiedziałby na jego pytania

albo dał mu kolejną zagadkę by rozwiązał ją na własną rękę.





- Hej… Jak się masz? – Baekhyun cicho zapytał Chanyeola, który siedział na łóżku wciąż blady jak zawsze, ale wyglądający lepiej od ostatniego razu, kiedy go widział. Poczuł ulgę, że to tylko gorączka, a nie coś drastycznego i śmiertelnego. Myślał, że Chanyeol miał napad padaczki, albo nawrót choroby, ale to był tylko cięższy przypadek grypy. Baekhyun usiadł na skraju sztywnego materaca i pociągnął za końcówkę włosów Chanyeola. – Powinieneś mi powiedzieć, że poczułeś się gorzej.

Przypomniał sobie jak Chanyeol zniknął na większość dnia w szkole. Jednak nie zadał sobie trudu by zapytać go o miejsce jego pobytu, by usłyszeć jak się czuje.

- Byłem… - Chanyeol przerwał w połowie zdania, zaczął wpatrywać się w sufit i swoją drgającą rękę wyciągniętą przed siebie tak jakby się zamyślił. Słowa, oczywiście, nie były wystarczająco szybko tłumaczone z jego mózgu do ust. – Byłem w ubikacji – powiedział po chwili, jego brwi złączyły się – Nie czułem się dobrze… i wtedy próbowałem wyjść i… i drzwi były zamknięte.

- Drzwi były zamknięte?

Chanyeol skinął głową zupełnie nieświadomie – Wrzeszczałem ,,Pomocy! Pomocy!” – wrzasnął, a Baekhyun musiał przytrzymać jego ręce na dole i zatkać mu usta dłonią, żeby nie przestraszył innych pacjentów. Chanyeol wyszeptał – Wtedy przyszedł miły woźny i mnie wypuścił… miły woźny… miły woźny zabrał krzesło spod drzwi.

- Krzesło? – Baekhyun westchnął. Chanyeol nie mógł się tam zamknąć sam; jakieś dzieciaki, które myślały, że znęcanie się nad nowym dzieciakiem będzie zabawne podparły krzesło o drzwi łazienki i zostawiły go tam. Ta myśl wprawiała go we frustrację, a następnie w gniew. Nie ważne jak chciał krzyczeć na Chanyeola za to, że był tak głupio głupi przez cały ten czas. Nie miał serca skarcić kogoś, kto nawet nie był świadomy swoich własnych nadużyć. Tym razem był po prostu zły na siebie za brakującą pewność siebie, żeby stanąć w obronie Chanyeola, bo wisiał mu co najmniej jedną przysługę.

- Popatrz, Chanyeol. Doktor powiedział, że zostaniesz tu na dwa, albo trzy dni, żebyś mógł poczuć się lepiej – perswadował mu jakby chciał uspokoić małe płaczące dziecko – Nakarmią cię dobrym jedzeniem i…

- Czy Baekhyun zostanie… zostanie tutaj?

Baekhyun powoli pokręcił głową. – Mam trening piłkarski. Postaram się wrócić, kiedy się skończy. – Rozejrzał się za czymś dostarczającym rozrywki, na czym Chanyeol mógł zagrać. Ku jego uldze, znalazł biały zeszyt i słój z ołówkami i długopisami obok wazonu z kwiatami. Jeżeli istniało cokolwiek, co mogło zająć Park Chanyeola na cały dzień to był to otwarty zeszyt. Była również cienka książka (albo broszura, nie potrafił stwierdzić co to było na pierwszy rzut oka) w jednej z szuflad zaraz pod Pismem Świętym. Rozłożył ją na przypadkowej stronie i wsunął pod kołdrę obok Chanyeola. – Tutaj, napisz coś.

Położył książkę płasko na składanym biurku, które mogli z łatwością dostosować do siebie, a następnie zacisnął swoją rękę wokół tej Chanyeola. Zaskakująco, ręka Chanyeola była szorstka i nieczuła na dotyk, nie tak miękka i mała jak sobie to wyobrażał. Musiał sam siebie uświadomić, że Chanyeol był w jego wieku, a nie miał siedmiu lat. Powoli kierując jego dłoń i grafit by spoczął na świeżej stronie książki. – Byun… Baek… Hyun… - wypowiedział cicho, nakreślając ostatnią linię i oparł bok głowy delikatnie o biceps Chanyeola tak, że pochylił się naprzeciw niemu.

- Byun… Baekhyun – Chanyeol przeczytał powoli słowa ze strony.

- Dobrze – Baekhyun go pochwalił, zmęczony wydarzeniami dzisiejszego dnia. – Jesteś swego rodzaju dobry w czytaniu, po prostu pisanie idzie ci gorzej, huh? – Wskazał na jedną z otwartych stron książki, na biało-czarny nudny krajobraz i wiersz wydrukowany pod obrazkiem. – Przeczytam to dla ciebie. – powiedział.  
                                               
W następnym świecie,

jeżeli odrodzisz się jako piękna osoba

chcę odrodzić się jako anioł.
                                               
Mimo, że mogę być niewidoczny,
                                               
a ty pokochasz kogoś innego,
                                               
chcę odrodzić się jako anioł
                                               
by cię chronić.

Głos Chanyeola przejął drugą zwrotkę, jego głęboki basowy głos łapał na zaskoczeniu Baekhyuna, który był zdziwiony, że chłopak próbuje z wielkim trudem przeczytać słowa, których i tak nie rozumiał za dobrze.

 W… następnym ś-świecie,
                                               
Jeżeli… jeżeli od… odrodzisz się jako piękny ptak,
                                               
Chcę… chcę odrodzić się… jako wspaniałe drzewo.
                                               
Mimo, że będę… musiał czekać na ciebie
                                               
W jednym... miejscu,
                                              
Chcę… się odrodzić jako… drzewo,
                                               
Gdzie będziesz… mógł odpocząć… gdy twoje s-skrzydła się… zmęczą.

- Dobrze – Baekhyun uśmiechnął się delikatnie, studiując drżące wargi Chanyeola i jego szybko mrugające oczy, jakby nie miał pojęcia, co właśnie przeczytał. Prawdopodobnie nie wiedział. Wiersz mówił o uczuciach i sentymentach, które były nawet dla Baekhyuna były tajemnicze i zagadkowe.





Chanyeol nie odkładał książki przez długi czas.





- Sprowadziłeś się, Baek! – Jongin zawołał obrzydliwie, wieszając się na ramieniu Baekhyuna jakby nie widział go od lat. Znajdowali się ramię w ramię[1] na boisku piłkarskim, pocili się tak bardzo, że Baekhyun czuł zapach potu Jongina przenikającego do jego ubrań.

Baekhyun celowo unikał wszystkich swoich kolegów następnego ranka podczas treningów. Po prostu nie mógł spojrzeć im w oczy bez delikatnego obrzydzenia, bo możliwe było to, że któryś z nich zamknął Chanyeola w toalecie, jakby to nie miało znaczenia, że był związany z nim. Kto z niego żartował? Nie mógł ich za to winić, zwłaszcza że nie musiał im przypominać, że to co zrobili uznano by za prześladowanie i zastraszanie.

- Nie zamknąłeś Chanyeola wczoraj w toalecie, prawda? – mruknął pod nosem, gdy obydwoje podeszli do pola środkowego.

- Co?

- Nic.





Mecz sezonu miał się odbyć już za tydzień, co dziwne, Baekhyun nie czuł potrzeby wzięcia w nim udziału.


[1] Hip-to-hip (tłumaczenie dosłowne: biodro przy biodrze)


_________________________________________________

Tym, którzy jeszcze wytrwali.. Bardzo dziękuję za cierpliwość.
Niestety nie zawsze mam czas, żeby tłumaczyć. Praca, rodzina, obowiązki. Wszystko się na siebie nakłada.
Pozytywne komentarze naprawdę zachęcają do tłumaczenia~